W opublikowanym w 1969 roku Calendarium Romanum zniósł święto 6 grudnia i postanowił, że tego dnia będzie obchodzone tzw. wspomnienie dobrowolne. Święty Mikołaj został patronem dzieci
Mikołaj kojarzy nam się przede wszystkim z 6 grudnia i znanymi wszystkim mikołajkami. Ma to sporo wspólnego z patronem mężczyzn o tym imieniu, czyli świętym Mikołajem, od którego wziął się jeden z ulubionych dni w roku dzieci. To chrześcijańskie święto, zatem nie każdy Mikołaj chce wówczas świętować.
To nieprawda, że Mikołaj ma tylko 24 godziny, by odwiedzić wszystkie dzieci. Dzięki zmianie czasu w strefach czasowych ma ich „ aż” 31. Nie zawsze Mikołaj nosił czerwony kubraczek. Dawniej Mikołaj przedstawiany był jako mężczyzna w zielonym lub wielokolorowym stroju, lub przebraniu biskupa.
Ekspert ostrzega też, że dziecko, które odkryje, że święty Mikołaj nie istnieje, może mieć do rodziców ogromne pretensje. "U dziecka może się rozwinąć uczucie gniewu, spowodowanym poczuciem, że zburzono mu obraz świata. Rozwija się to głównie u tych dzieci, które uznają, że były okłamywane" - wyjaśnia ekspert.
Mikołaj do wynajęcia: Znam imiona dzieci i wiem, co dostaną. Zarówno przy wizycie u dorosłych, jak i u dzieci kieruje się zasadą: Nic na siłę. Każdy ma inny charakter, oczekiwania oraz potrzeby. Dlatego nikogo do niczego nie zmusza, szczególnie że w przypadku najmłodszych może się kończyć łzami.
Watch Flesz - ŚW. MIKOŁAJ ODWIEDZIŁ CHORE DZIECI WZRUSZAJĄCE CHWILE W INSTYTUCIE MATKI I DZIECKA - Polska Press Grupa on Dailymotion
. W życiu każdego dziecka przychodzi moment, w którym rodzice muszą przekazać mu prawdę na temat Świętego Mikołaja. Warto wiedzieć, kiedy taka rozmowa powinna mieć miejsce i jak ją przeprowadzić, aby nie sprawić przykrości maluchowi. W życiu każdego dziecka przychodzi moment, w którym rodzice muszą przekazać mu prawdę na temat Świętego Mikołaja. Warto wiedzieć, kiedy taka rozmowa powinna mieć miejsce i jak ją przeprowadzić, aby nie sprawić przykrości maluchowi. Dzieci są prawdziwymi mistrzami w zadawaniu trudnych pytań. Tematem, który poruszają często przed Gwiazdką, jest istnienie Świętego Mikołaja, czyli ubranego na czerwono staruszka, rozwożącego świąteczne prezenty. Kiedy maluch dopytuje, czy Mikołaj jest prawdziwy, wielu rodziców nie wie, jak się zachować. Czy można bez ogródek powiedzieć dziecku, że jest on jedynie wymysłem? Czy może jednak lepiej jak najdłużej utrzymywać malucha w nieświadomości, licząc na to, że w końcu sam domyśli się prawdy? Kasia gotuje z zupa fasolowa Święty Mikołaj – dziecięce marzenia Święta Bożego Narodzenia to często jedne z najpiękniejszych wspomnień, jakie zachowujemy z dzieciństwa. Pachnące pierniki, wspólne dekorowanie choinki, śpiewanie kolęd, spotkanie z rodziną i długo wyczekiwane prezenty. Oczywiście ważnym elementem świątecznej magii jest dla najmłodszych postać Świętego Mikołaja – to do niego najmłodsi piszą listy i to jego sań wypatrują za oknem podczas wigilijnej kolacji. Oczywiście rodzice mogą podejść do świąt w sposób zdroworozsądkowy i od samego początku mówić maluchowi, że prezenty wręczają dorośli, a Święty Mikołaj to postać fikcyjna. Z pewnością oszczędzi mu to rozczarowania, jednak czy w ten sposób święta nie będą dla niego mniej magiczne? Warto również mieć na uwadze, że maluch może przekazywać informacje o tym, że Święty Mikołaj nie istnieje, swoim rówieśnikom. Trudno przewidzieć, jak dzieci i ich rodzice zareagują na tego typu zachowanie. Ujawnienie prawdy o Mikołaju – kiedy i jak Zdecydowana większość rodziców podtrzymuje w swoich domach tradycję związaną ze Świętym Mikołajem. Warto jednak wiedzieć, że legendy tej nie należy kontynuować zbyt długo i za wszelką cenę. W pewnym wieku każdy maluch zaczyna kwestionować istnienie Mikołaja. Jest to dobry moment na to, by przekazać mu prawdę. Kurczowe trzymanie się mitu może podważyć wiarę dziecka we własny osąd rzeczywistości lub zaburzyć jego zaufanie do rodziców. Jak powiedzieć dziecku, że Święty Mikołaj nie istnieje? Rodzice, których stresuje perspektywa takiej rozmowy, mogą skorzystać z bajek terapeutycznych, w których prawda wyjaśniona jest w sposób przystępny i bardzo subtelny.
MONTESSORI 5 min. czytania komentarze [29] Mikołaj nie istnieje, a wszystko to wymyślają dorośli po to żeby dzieciom sprawić magiczne dzieciństwo! Sama wierzyłam w Mikołaja dość krótko i czułam ogromne rozczarowanie, mimo tego, że w mojej rodzinie specjalnie tego tematu się nie ogrywało. Pamiętam, że moja Mama wcale nie podsycała we mnie wiary w Mikołaja jakoś specjalnie, bo chyba również czuła się z tym niekomfortowo. Tak samo mam ja. A kiedy jeszcze zostałam miłośniczką pedagogiki to całkiem utwierdziłam się w przekonaniu, że dzieciom wcale nie jest potrzebny fikcyjny i magiczny świat. Doskonale poruszają się w świecie rzeczywistym i tak się uczą. Aby dzieci mogły odnaleźć się w świecie wyobraźni muszą najpierw poznać jak najwięcej rzeczywistych informacji. To co jest znane i empirycznie poznane nie budzi w dzieciach strachu, ani lęku. Dlatego świat wyobraźni często może przerażać. Zdecydowanie lepiej jest dziecku czytać książki niż puszczać ich ekranizacje, bo umysł dziecka tylko podczas słuchania nie wyobrazi sobie niczego, co by przerosło jego wiedzę o świecie. Podczas oglądania filmów nie jesteśmy w stanie przewidzieć czy pokazany fantastyczny stwór nie przerośnie jego wyobrażeń, co później może powodować lęki. Takie jest moje podejście do dzieci: najpierw rzeczywistość, a póżniej fikcja. Co w takim razie ze świętami, kiedy jest mnóstwo powielanych z pokolenia na pokolenie elementów, które nie są do końca znane dzieciom? „Mamo, czy św. Mikołaj istnieje?” – zapytała mnie w tym roku moja 5-latka. Do tej rozmowy przygotowywałam się kilka lat, odkąd się urodziła i byłam na nią gotowa. Więc kiedy pojawiło się TO pytanie to wzięłam ją na kolana i powiedziałam prawdę… „Tak, św. Mikołaj jest postacią prawdziwą.” Na podstawie moich doświadczeń wiedziałam, że taki obraz chcę jej przekazać i po krótce opowiedziałam historię Mikołaja z Mirry. O tym, że podrzucał podarki przez okno potrzebującym. Ona słuchała z wielkim przejęciem. Czekałam na dalsze pytania o to, dlaczego inni się przebierają za Mikołaja, o prezenty pod choinką i inne. Ale one się nie pojawiły, więc pomyślałam, że sama nie będę jej o tym mówić – widocznie to nie jest ten czas. Pisałam Wam pewnie nie raz, że nie okłamuję moich dzieci. Nigdy nie obiecuję czegoś, co wiem, że nie spełnię. Brzydzę się kłamstwem, do tego stopnia, że bardzo uważam na słowa. Kiedy nie jestem czegoś pewna to zazwyczaj mówię: „Ok, zobaczymy”, „Może tak zrobimy” albo „Nie mówię nie” – ulubione mojego męża. Tak samo jest z Mikołajem i całą „magią”. Nie chcę jej okłamywać, ale też nie chcę odbierać tej małej radości. Według mnie to nie chodzi o to, czy on istnieje, czy też nie. Tylko o to, co my z tym zrobimy. Nigdy nie powiedziałam do dzieci, że mają być grzeczne, bo Mikołaj patrzy, albo, że jak będą płakać to nie będzie prezentów. Instytucja Mikołaja nie powinna tak działać. To nie jest narzędzie do wychowywania dzieci i rodzice, które ją stosują chyba nie mają innego pomysłu jak rozmawiać z dziećmi i uczyć je. Dzieci przez to się boją, a nie o to chodzi w budowaniu relacji. Według mnie te dwie sprawy się tutaj wykluczają. Tak sobie myślę, dlaczego wprowadzono postać św. Mikołaja do domów i dochodzę tylko do jednej historii. Kiedyś były inne czasy – dzieci miały mało zabawek, albo w ogóle. Rodzice nie poświęcali im czasu, bo mieli mnóstwo zajęć związanych z utrzymaniem domu i gospodarstwa. Często dzieci były też od małego bardzo zaangażowane w pomaganie rodzicom i ich dzieciństwo w żadnym stopniu nie przypominało tego z dzisiejszych czasów. Myślę, że to dlatego rodzice zaczęli tworzyć historię, która chociaż trochę mogłaby im uprzyjemnić ten wieczór. Dziś jest inaczej, mamy czas dla dzieci, a i one wiodą beztroskie i pełne radości dzieciństwo. Dla mnie takie właśnie ono powinno być – beztroskie, pełne doświadczeń, miłości, fajnych przeżyć. To jest dla mnie właśnie MAGIA dzieciństwa. Nie potrzebuję wymyślać historii żeby moje dziecko miało gwiazdki w oczach. Nie zamawiam też listów od Mikołaja, czy też nie robię ze sztucznego śniegu śladów na podłodze. Czuję, że i tak daję im tę MAGIĘ, bo może ona dla mnie znaczy coś innego, a nie wymyślanie niestworzonych historii o św. Mikołaju. Obserwuję, że niektórzy rodzice naprawdę robią WSZYSTKO, co tylko możliwe żeby dzieci wierzyły. Ja ten temat obchodzę delikatnie i raczej słucham, niż mówię. Też nie chodzi o to żeby powiedzieć wprost, że Mikołaj nie istnieje. Najlepszym pomysłem wg mnie jest czekanie, aż dziecko samo się domyśli. A czy przez to, że ich nie okłamuję to zabieram magię świąt? Myślę, że nie, bo dla mnie magia znaczy coś zupełnie innego. Coś co mamy w sercach i chcemy się tym podzielić. W tym roku tak bardzo chciałam mieć z dziećmi takie świąteczne zdjęcia, ale nie wyobrażałam sobie nas w studio fotograficznym. Dlatego zabrałam dzieci do miejsca, w którym tło było znakomite! Napisała mi o nim moja czytelniczka i bardzo jej za to dziękuję. Flora point to miejsce wyjątkowe. Zachęcam Was do wizyty w tej nietypowej kwiaciarni:) Dzieci są w ubrankach Kappahl Newbie A moja sukienka Lindex Zdjęcia Kliszografia
Żeby uatrakcyjnić ideę „każdy może zostać Świętym Mikołajem”, powiedzmy dzieciom, że na razie jest to jeszcze tajemnica i mało osób o niej wie. Szczególnie mało dzieci, które prawdopodobnie dowiedzą się o tym później, kiedy dorosną. A najwspanialsze jest to, że Święty Mikołaj, który drzemie w nas, nigdy nas nie opuści. Będzie z nami każdego dnia, dzięki czemu będzie przyjemnie i nam, i osobom, które czymś obdarujemy. Młodsze dzieci mogą go sobie wyobrazić według własnego uznania: ubranego na czerwono, z workiem na plecach, w saniach, z reniferami… Święty Mikołaj nie istnieje… Właściwie, to zależy to od nas samych. Uważam, że idea wspaniałomyślnego dziadziusia ma bardzo pozytywne przesłanie. Szkoda byłoby je stracić z dorastaniem. A gdybyśmy tak, razem z naszymi dziećmi, przejęli w spadku po nim małych Świętych Mikołajków? Takich na nasze możliwości, nie na obsypywanie prezentami całego świata. Ale chociaż bliskie nam osoby (bo to najprostsze), a potem, jak już nabierzemy wprawy, także i te dalsze, obecne w naszym życiu? Ten pomysł wydaje mi się wspaniałym prezentem dla całej rodziny. W tym także dla dziecka, które z czasem nauczy się odczuwać jego efekty. Źródło: Sabrina Féret-Hubert “Curiosité, esprit critique chez l’enfant” Jak Wam się ten pomysł podoba? Czy Wasze dzieci wierzą w Świętego Mikołaja? W jaki sposób potwierdziłyście im, że on nie istnieje? Podzielcie się z nami Waszymi doświadczeniami na ten temat, jeśli macie na to ochotę:).
Powiedzieć dziecku, że Świętego Mikołaja nie ma?Temat nie jest taki błahy jakby się wydawał. Często taka rozmowa może zakończyć się wielkim rozczarowaniem, płaczem po stronie dziecka, a nawet przewrócić na jakiś czas jego świat do góry nogami. Czy mówić? Kiedy mówić? No i jak mówić?Potrzeba bajki, legendy, mitu Trudna sprawa. Odzierać nasze dzieci ze złudzeń czy kłamać? I tak źle i tak nie dobrze. Chyba, że potraktujemy sprawę trochę metafizycznie. Każde dziecko, a ośmielę się powiedzieć, że dorosły także, ma potrzebę bajki, legendy, mitu. Dzieci, chcą wierzyć w bajki, w to, że dobro zwycięży, a zło zostanie pokonane. W bajkowym świecie dzieci mają poczucie bezpieczeństwa i sprawiedliwości, dają szansę rozwoju wyobraźni i poniekąd marzeniom. Podobnie jest z dorosłymi. Dobrym przykładem w przypadku kobiet jest niesamowita popularność i sympatia dla filmu „Preety woman”. Chcemy wierzyć, że bajkowe historie mogą zaistnieć w życiu, a kryzysy i smutne wątki zakończą się happy Świętego MikołajaWiększość pedagogów i specjalistów jest zgodnych, co do stwierdzenia, że bajki i mity są niezbędne do prawidłowego rozwoju dziecka. Takim elementem bajki w życiu dziecka jest też Święty Mikołaj. Ucieleśnia on dobro, ciepło, wszystko, co miłe, na co się czeka, nagrodę, o którą trzeba się starać i być Świętego Mikołaja pomaga przeżywać młodszym, dzieciom radość Świąt Bożego Narodzenia. Są one zbyt małe by rozumieć, na czym dokładanie polegają te Święta. A Święty z białą brodą, w czerwonym ubraniu, z wielkim workiem i zastępem reniferów, pomaga odczuwać radość oczekiwania, a potem cieszenia się tymi niezwykłymi dzieciom można opowiadać prawdziwą historię Świętego Mikołaja, który czynił cuda, ratował żeglarzy, rozdawał majątek biednym. Ważne by dzieci nie kojarzyły Mikołaja tylko z czekoladowymi figurkami albo obleganymi postaciami w zatłoczonych w Świętego Mikołaja nie musi być w opozycji do wiary w Boga. Ta postać przypomina nam, bowiem, że trzeba być dobrym, grzecznym, mieć nadzieję, wierzyć w to, czego nie widać, dzielić się radością, tym, co się końcu jest czy go nie ma?Jak wspomniałam, lepiej nie odzierać dzieci ze złudzeń. Kłamać też nie jest dobrze. Gdy dziecko zapyta nas czy on istnieje możemy opowiedzieć mu o dobru i radości, jaką on przynosi w Święta, o tym jak wszyscy czekają na niego, na jego hojność, prezenty, które są nagrodą ze dobre sprawowanie. Starszym dzieciom możemy poopowiadać o prawdziwej historii tego prawosławnego i katolickiego świętego. Starsze dzieci, gdy mają już większą wiedzę o świecie, zdają sobie sprawę z granicy między fantazją a realnością. Zaczynają zdawać pytania, dociekać, jak to możliwe by jeden człowiek mógł rozwieźć prezenty po całym świecie w ciągu jednej nocy, a do tego jeszcze latać nad dachami i przeciskać się przez wąski nasze pociechy wytaczają tak rezolutne argumenty , być może czas im powiedzieć prawdę. Być może będą w stanie ją przyjąć zdroworozsądkowo. Niech tu prowadzi Was Wasza intuicja. Ważne by podkreślić duchowość Świąt i Świętego Mikołaja, który uosabia wszystko, co piękne, dobre wyczekiwane, obdarza nas najpiękniejszymi prezentami, wnosi radość w nasze życie. Taka rozmowa jest też okazją do uświadomienia dzieciom, że każdy może być czasem takim Świętym Mikołajem i podarować bliskiej lub całkiem obcej osobie coś od serca. A co może być takim prezentem zależy tylko od pomysłów naszych dzieci.
Cześć! Czujesz już oddech św. Mikołaja na karku? Przyniesie Ci rózgę, czy upragniony prezent, jak sądzisz? Przepis na mikołaje z truskawek: Co mówisz dziecku o św. Mikołaju? Przez kilka lat mówisz dziecku bez mrugnięcia okiem mniej więcej coś w stylu: A teraz mam pytanie: co wyście wszyscy ćpali? Przepis na miniserniczki piernikowe: Z perspektywy dziecka I teraz tak. Parę lat minęło, a Ty nagle wypalasz: niespodzianka! św. Mikołaj n i e istnieje! Tak sobie tylko żartowałam! Ha ha ha. Ale żart mi się udał, no nie? () I postaw się w sytuacji swojego dziecka w tym momencie: najważniejsza/jedna z najważniejszych osób na świecie przez tyle lat mnie okłamywała jak mam jej ufać, skoro mnie okłamywała z dziką premedytacją? dlaczego ja mam (zawsze) mówić prawdę (nawet najgorszą), skoro najbliższa/jedna z najbliższych mi osób tak nie robi jak mogę zaufać innym, skoro nie mogę najbliższym? skoro kłamali o św. Mikołaju to w jakiej jeszcze innej kwestii mnie okłamali/okłamują? Po co to wszystko? Żeby było magicznie! Wytłumaczcie mi proszę, co ma piernik do wiatraka? Co ma okłamywanie własnego dziecka do tego, że nam się uwidziało, żeby było tajemniczo, magicznie i bajecznie? Czy cokolwiek z tego tłumaczy nasze kłamstwa ciągnięte latami? A co z innymi? Przecież wszyscy tak robią! —> nawet tego nie skomentuję. Przepis na babeczki czekoladowo-pomarańczowe: Dziecko to nie jakiś półczłowiek, traktuj go poważnie Rozwalają mnie teksty zasłyszane tu i ówdzie np. podczas spacerów, na placach zabaw itp., gdy ktoś stwierdza, że (przykłady z życia wzięte): gdy mówię podekscytowana: „o popatrz ile liści leci z drzew!”, na co babcia dziecka do mnie: „oj, ja nie wiem czy on już rozumie takie rzeczy” —> to przepraszam bardzo o czym z dzieckiem można rozmawiać do momentu, w którym ono samo jeszcze za bardzo płynnie nie mówi (lub wcale)? A może wtedy lepiej traktować je jak lalkę bardziej, pozbawioną mózgu, chodzi to, je jak się mu da w trakcie oglądania bajek, bawi się zabawkami i w sumie to tyle. Poza tym kiedy następuje ten magiczny moment, że dziecko zacznie rozumieć skoro od początku traktujemy je jak debila? lato, obłędna pogoda. Mama dziecka mówi do mnie: „nie wychodzimy na spacery jeszcze, bo to przecież bezsensu, ja nie wiem co mam z nim robić, na kocu to tylko leży, bo jeszcze nie umie chodzić, więc no bezsensu, bo nie ma co robić, a w wózku to tak ma siedzieć przez godzinę i też się nudzić? bezsensu” matka w ciąży, drugie dziecko już potrafi mówić, pytam o reakcję starszego dziecka na wieść o rodzeństwie w brzuchu i słyszę pełne przekonania, jakby to było coś mega oczywistego, a ja głupia nie wiedziałam: „no co Ty, nie, nic nie mówiliśmy. Po co? Przecież i tak jeszcze jest za mała i nie rozumie”. Ale lalkami w dzidziusie już się bawi. Potem wyobraźcie sobie szok dziecka jak pojawia się nowe w domu i ma się nim dzielić z rodzicami. I w ogóle WTF. reakcje rozmaitych ludzi na różne sytuacje, w których małe/kilkuletnie dziecko coś ogarnia: „widziałeś/-aś?! On/ona już wszystko rozumie!/On/ona rozumie co się do niej mówi! (no jasne, kretynie – mam ochotę cisnąć) / Patrz, i nawet wie do czego to służy/jak się z tego korzysta! Popatrzcie na swoje dzieci. Czy na prawdę uważacie, że macie w domu idiotów? Te małe istotki nawet, jeśli nie potrafią jeszcze mówić, nawet jeśli nie potrafią całego mnóstwa rzeczy to rozumieją, ogarniają sobie świat po swojemu. Nie chodzi o to, aby im wykładać od razu zagadnienia z chemii organicznej, czy coś, ale uczyć dziecko zainteresowania światem, niech eksploruje, pyta, a na swoje pytania dostaje dostosowane do wieku rzetelne odpowiedzi, a nie trywialność i stawianie go na równi z marionetką. Przepis na piernik bożonarodzeniowy: Co mówić dzieciom o św. Mikołaju? Nasze dzieci wiedzą, że dawno temu żył człowiek, który rozdawał prezenty innym ludziom, którzy czegoś potrzebowali. Chciał im pomóc, sprawić przyjemność i wywołać uśmiech na twarzy. Potem ten człowiek zmarł, został uznany za świętego, ponieważ był tak dobry dla innych. I ludziom tak bardzo spodobało się to obdarowywanie prezentami innych, że postanowili kontynuować to, czyli stworzyli tradycję. Obecnie ludzie nawzajem dają sobie prezenty, mówiąc, że to niby od św. Mikołaja, oni po prostu na moment wcielają się w jego postać, bo tak bardzo to jest miłe robić komuś niespodzianki. Ale św. Mikołaj nie istnieje już, zmarł dawno temu. My tylko podtrzymujemy ten zwyczaj obdarowywania się. Nigdy też św. Mikołaj nie wchodził przez kominy, ani nie latał saniami po niebie. Ludzie sami to wymyślili, żeby stworzyć historyjkę do opowiadania dzieciom, ale to nie jest prawda. Jeśli ktoś mówi, że prezenty są od św. Mikołaja lub że św. Mikołaj lata na saniach/wchodzi przez komin, albo św. Mikołaj istnieje to ta osoba kłamie. My tak nie robimy, jesteśmy z Wami szczerzy i traktujemy Was poważnie, zawsze możecie nam ufać. To mama i tata podkładają prezenty podtrzymując tradycję św. Mikołaja, bo Was kochamy i chcemy Wam sprawić przyjemność. Tadam. Było aż tak źle? A co z listem do św. Mikołaja? No nic. My piszemy, nawet ja i M. W sumie to nie piszemy tylko rysujemy. (Kilka dni wcześniej codziennie przypominamy dzieciom, żeby sobie pomyślały co chciałyby dostać w tym roku od św. Mikołaja – dzieci wtedy się śmieją – czyli od Was! – tak od nas, bo teraz to my jesteśmy dla siebie nawzajem Mikołajami, skoro tamten już dawno umarł i to my musimy o siebie dbać – dzieci zachwycone i podekscytowane misją życia). Każdy dostaje kartkę i rysuje to, co chciałby dostać. Dzieci potem kładą sobie te listy na parapet lub okienną klamkę (jak się bardzo postarają) i my mówimy, że którejś nocy podkradniemy się do ich pokoi i zabierzemy te listy z tatą. A potem być może otrzymają to, o co prosili, w zależności co to będzie i czy damy radę to dla nich zdobyć. A w przedszkolu jak przyjdzie św. Mikołaj to co wtedy? Nic. Mikołaj w przedszkolu to jakiś pan, pewnie mąż którejś nauczycielki lub tata, któregoś dziecka z Waszego przedszkola, który po prostu założył kostium Mikołaja. To zwykłe przebranie, jak na bal karnawałowy. Tak samo jak ja z tatą założyłabym taki kostiumi rozdawała prezenty dzieciom, żeby było im miło, tak jak dawniej robił to prawdziwy św. Mikołaj. (U nas reakcja dzieci na to była mniej więcej taka: „aha.”). I to wszystko. Czy jest przez to mniej magicznie i ekscytująco? Ani trochę! Za to nie ma smutku, nikt nie jest zawiedziony, rozczarowany, zły i skonfundowany co jest w takim razie prawdziwe z tego co mama i tata mówią, a co jest kolejnym kłamstwem. Przepis na muffiny piernikowe choinki: Dzieci nie potrzebują niestworzonych historii, kłamstw, żeby poczuły się lepiej. To jak tworzenie schizofrenicznych obrazów dla mózgu dziecka. Jak ono ma sobie potem poradzić, ocenić co jest rzeczywiste, a co nie? Jedni mogą nazwać to podejście montessori, inni nie – nieważne. Najważniejsze w tym jest to, żeby traktować dzieci poważnie. I przestać kłamać. Karma wraca. I pamiętajcie, że im dłużej kłamiecie, tym prawdopodobnie będzie trudniej dla dziecka. A w konsekwencji też dla Was z zaufaniem z jego strony. Nawet podświadomie. Dzieci potrzebują być traktowane poważnie, jak rozumne istoty, którym trzeba wyjaśniać świat, w którym żyją. Z empatią i miłością. Trzymajcie się ciepło, bo ja już czuję, że u mnie odzywa się natura zmarzlucha. (Już z tyłu głowy słyszę komentarz M., że chyba już z końcówką sierpnia zaczęłam to czuć).
dlaczego św mikołaj nie ma dzieci